FreshMail.pl
Chiny_2019

Czego możemy się nauczyć od Chin?

Tempo chińskich przemian przyprawia o zawrót głowy. Chiny wracają do rangi mocarstwa – za chwilę technologicznie i gospodarczo mogą być pierwsze na świecie. 

Urszula Radzińska
O AUTORZE

Urszula Radzińska

Muzykolog, który postanowił poświęcić się szukaniu harmonii w komunikacji firmowej. Szefowa wiodącej polskiej agencji contentowej „Aude”, prezes Stowarzyszenia Content Marketing Polska, autorka przewodnika po meandrach komunikacji wewnętrznej „Pierwszy klient”.

★ 10 minut czytania

Wkrótce może się okazać, że rolę centrum świata będzie odgrywało państwo, w którym nie mówi się po angielsku, które ustrojowo jest partyjnym cesarstwem, a rynkowo rozbuchanym kapitalizmem. Państwo, które wyznaje zupełnie inny system wartości niż Europejczycy. Czy jesteśmy gotowi na chińskie rynkowo-ustrojowe yin i yang? Czy umiemy być partnerem „socjalizmu z chińską twarzą”?

Cywilizacja technologiczna

Myśląc o Chinach, należy myśleć nie o państwie, a w każdym razie nie przede wszystkim, ale raczej o cywilizacji. Cywilizacji bardzo starej, z której pochodzą liczne wynalazki, jak choćby papier (w Chinach materiał pisarski pojawił się już w II wieku, w Europie tysiąc lat później, a w Polsce dopiero w XV wieku). Cywilizacji, w której narodziła się idea muru chińskiego i – co więcej – została zrealizowana ogromnym nakładem sił i środków. Razem z naturalnymi barierami mur ma ponad 8 tys. kilometrów. Kiedy po nim spacerowałam, myślałam o tym, ilu ludzi musiało podporządkować życie tej idei, ilu musiało tutaj umrzeć, by zrealizować wizję swojego władcy. Nie dziwi też, że to właśnie w Chinach powstał Wielki Firewall. Co dzisiaj groteskowe w kontekście wojny celnej, ten drugi mur postawiła Chińczykom amerykańska firma Cisco.

Chiny są ogromnym i skomplikowanym rynkiem. Fascynują mnie od roku, kiedy pierwszy raz posmakowałam ich w Szanghaju i pobliskim Hangzhou, gdzie siedzibę ma Alibaba (przeczytaj moją pierwszą relację). Podczas ostatniej wizyty w Pekinie ogromne wrażenie wywarło na mnie spotkanie się z Yu Wang, założycielem i CEO TanTan – chińskiego odpowiednika Tindera. Jest on przedstawicielem bardzo ciekawej grupy chińskich przedsiębiorców. Jako dziecko z powodu biedy i głodu wyemigrował z rodzicami z Chin do Szwecji. Tam chodził do szkoły, ale po studiach wrócił do kraju, aby robić biznes. – Po sześciu latach uświadomiłem sobie, że nic nie wiem o tym państwie – szczerze przyznał, opowiadając o tym, co go najbardziej zaskoczyło w prowadzeniu interesów w Chinach.

Podziwiając chińskie osiągnięcia technologiczne, warto mieć świadomość, że gros z nich to kopie zachodnich innowacji. Ulepszone kopie. Już w XIX wieku jeden z wysokich urzędników cesarskich Zhang Zhidong promował ideę „chińskie rozwiązanie jako podstawa, zachodnia nauka jako zastosowanie”. To bardzo aktualna idea w dzisiejszych Chinach.

Dlaczego ta perspektywa jest ważna dla nas?

Chiny są dzisiaj drugą gospodarką na świecie z ambicjami do bycia pierwszą. To jednolity rynek ponad 1 miliarda 400 milionów ludzi. I co ważne, jest to społeczeństwo mobilne, cyfrowe, w którym to właśnie dane są ważnym napędem innowacji. W zeszłym roku w Szanghaju słowem, które często słyszałam, było „leap frog” – przeskok. Praktycznie wszyscy używają telefonów i korzystają z internetu mobilnego (98 procent populacji), a tylko połowa użytkowników zna internet w komputerze.

Chińskie społeczeństwo i jego nawyki kształtuje od razu mały ekran. Dlatego nie dziwi ogromna chęć wielu młodych ludzi i inwestorów do realizowania i skalowania pomysłów mobilnych właśnie w Chinach. 

Można wskazać trzy ważne trendy w zachowaniach tego społeczeństwa data driven . Są to:

  • zmiana z search e-commerce na experience e-commerce,
  • online-offline i offline-online, czyli omnichannel na masową skalę,
  • zatarta granica między influencerami a sklepami internetowymi.

To wszystko jest możliwe dzięki jednolitym mobilnym systemom płatności. Dominują dwa: WeChatPay i AlibabaPay. W tym roku naprawdę trudno było mi zapłacić kartą Visa czy znaleźć działający bankomat, nie wspominając już, że na gotówkę wiele osób patrzyło ze zdziwieniem. I naprawdę nikt tam turystami się nie przejmuje, nie ma ochoty ułatwiać im życia. Ma się wrażenie, że nie są zainteresowani naszymi pieniędzmi. Oczywiście, można się z kimś dogadać, by kupił nam np. bilet na kolejkę, by wjechać na chiński mur, a my oddamy gotówkę. Ale nie zdarza się często.

WeChat

To aplikacja z miliardem użytkowników, o której mówi się, że jest całym internetem. WeChat to ekosystem oparty na rozmowie – ta aplikacja zaczynała działać jako prosty komunikator. Dzisiaj w aplikacji zaczynamy rozmowę, widzimy, co rekomendują nasi znajomi, sprawdzamy, robimy zakupy, płacimy. Osoby, które nie mają chińskiego numeru telefonu ani konta w chińskim banku, nie mogą używać aplikacji do dokonywania płatności, czyli nie mają dostępu do sklepów, ergo – nie mogą doświadczyć, jak działa system. Są sposoby, by obejść tę barierę, ale bardzo czasochłonne. Wyobraźcie sobie tylko, że przez telefon kupujecie ciężarówkę! Nie zabawkę, ale ciężarówkę np. dla swojej firmy budowlanej…

To, co dla wielu firm na Zachodzie wciąż jest marzeniem – aby utrzymać proces zakupowy offline i online, tak aby był on dla klienta wygodny – w Chinach jest codziennością. Na przykład w taksówce poprzez aplikację można kupić wodę, którą kierowca wozi w samochodzie. Albo zamówić – idąc ulicą – kawę poprzez aplikację Luckin coffee, by za chwilę odebrać ją w punkcie, do którego zmierzamy. Sieć sklepów PICC oferuje na WeChat grę dla swoich klientów, w której mogą wirtualnie hodować owoce. Kiedy wyrosną, do domu automatycznie trafia koszyk z najprawdziwszymi, świeżymi owocami.

WeChat to opłacalna forma działania dla firm. – Konwersja zakupowa na WeChat wynosi miesięcznie średnio 4 proc. To dużo w porównaniu z Facebookiem, gdzie miesięczna konwersja jest bliska 0,03 proc. – mówił Wiliam Bao Bean, dyrektor zarządzający China Accelerator. 

Porównując Facebooka z WeChatem, dobrze sobie uświadomić sobie inne modele biznesowe: dla WeChata przychody z reklam od brandów to około 20 proc., a dla Facebooka – 80 proc. biznesu.

Judydoll

W Chinach influencerzy mają taką samą pozycję jak u nas. Tyle tylko, że należy ich wartość pomnożyć przez 30. Jest ich dużo więcej i jest to oferta bardzo zróżnicowana. Planując media, w Chinach bierze się pod uwagę KOL – Key Opinion Leaders oraz COL – Consumer Opinion Leaders.

Influencerzy mają swoje sklepy, są firmy, które pomagają im sprzedawać zarówno marki własne, jak i inne produkty. Podobnie jak u nas, na chińskim rynku e-commerce ogromne znaczenie mają mikroinfluencerzy, którzy generują dużą konwersję.

Judydoll to marka cieni i błyszczyków dla nastolatek, powstała właśnie przy udziale influencerów. Ifluencerki urodowe zostały zaangażowane już w sam proces kreacji produktu. Kolekcje mają małe opakowania i są w wielu kolorach, a to oznacza duży wybór produktów za niewielkie pieniądze, co lubią młode osoby. Ta oferta jest idealnie zaadresowana. Firma w tworzeniu kolekcji wykorzystuje wiedzę na temat tego, co się podoba nastolatkom, i na tej podstawie kreowane są nowe kolekcje i kolory. Nieprawdopodobnie szybki jest proces zakupu. Wystarczy, że influencerka pokazuje zdjęcie makijażu z użyciem jakiegoś kosmetyku, i natychmiast można go kupić. Takie szybkie zakupy zaraz po zobaczeniu zdjęcia funkcjonują w TicToku (dawne Musical.ly) oraz w aplikacji RED (porady nastolatek).

JD.com

Alibaba jest odpowiednikiem Amazona, a JD – to sklepy online i sklepy realne. Te dwie firmy na chińskim rynku to najwięksi konkurenci. W obydwu to właśnie dane stanowią siłę, walutę i innowacyjność sieci. Te dane są oczywiście potrzebne, by w najwyższym stopniu optymalizować proces zakupu, by jak najpełniej zaspokajać potrzeby najważniejszej osoby – klienta. Od wygodnych zakupów po dostarczenie produktu do domu.

W JD trwają intensywne prace, aby wykorzystywać uczące się algorytmy. Z naszego punktu widzenia ciekawe jest to, jak wykorzystuje się je do opisywania tego, co widać (nie ma potrzeby zatrudniania redaktorów). Już w 2015 roku na podstawie zachowań użytkowników skonstruowano cichą myszkę – specjalnie dla klientów JD. W naszej rzeczywistości mamy markę własną w Biedronce, w Chinach JD ma markę własną zrobioną z Logitech. Tyle tylko, że nie jest to kopia innych myszek, ale myszka, jakiej nikt nie miał. (Zobacz prezentację, której artykuł jest ilustracją, tam znajdziesz więcej slajdów dotyczących JD).

W niektórych miejscach Amazon oferuje dostawę kurierską za pomocą dronów. W Chinach są prowincje, w których taka dostawa funkcjonuje już na dużą skalę, ponieważ w ten sposób można dotrzeć do miejsc, gdzie nie ma infrastruktury drogowej.

Xiaomi

Wizyta w tej firmie wywarła na mnie ogromne wrażenie. W Polsce kojarzymy ją z tanimi telefonami, kopiami Apple. A jednak… już dawno nie usłyszałam tak spójnej i dobrze wymyślonej narracji.

Po pierwsze, firma chce oferować produkty tanie, dobrej jakości i estetyczne. W zachodnim myśleniu ugruntowało się przekonanie, że jeśli coś jest tanie, to jest marnej jakości. Że tylko drogie jest dobre. I często tak jest. Ale w Xiaomi założenie jest inne. Otóż firma tworzy produkty dla… przyjaciół, czyli swoich klientów. Jeśli klienta ustawiamy w pozycji przyjaciela, jesteśmy też otwarci na jego krytykę. Wiemy, że jeśli przyjaciel nas krytykuje, to dlatego, że chce dla nas jak najlepiej. Jesteśmy szczerzy i transparentni, nie oszukujemy swoich przyjaciół. Kiedy na przykład robimy imprezę składkową, wszyscy zrzucamy się po równo. Na takich samych zasadach działa Xiaomi. Dlatego to przyjaciele wybierają nazwę nowego telefonu. Jeśli jednak ktoś myśli, że Xiaomi to tylko telefony, jest w błędzie. Xiaomi to dane rozsiane po ekosystemie: smart home, smart car, smart office. Już miliony gospodarstw domowych, szczególnie młodych Chińczyków, używają Xiaomi Speaker do nawigowania swoich mieszkań.

W kontekście twórców mediów szczególnie ciekawy jest przykład współpracy między Xiaomi i Nestle, gdzie to właśnie sprzęty Xiaomi są kanałami nadającymi treści Nestle, które pomagają zdrowiej żyć, wyrabiać dobre nawyki.

Co dla nas z tego wynika?

Bogdan Góralczyk, sinolog, w swojej książce „Renesans Chin” pisze: „(…) gdy Państwo Środka do reform ruszało w końcu lat 70. i transformację inicjowało, było zapyziałym, trzecioświatowym, agrarnym organizmem. (…) Dziś, po czterech dekadach reform (…) widać, że dokonał się tam w tym czasie przewrót iście kopernikański: Chiny wróciły, a to, co się w nich dzieje, ma już teraz w pełni globalny wymiar – i znaczenie dla nas wszystkich, gdziekolwiek się znajdujemy, od Chin nie uciekniemy”. 

Trzeba pamiętać, że dzisiaj na chińskim rynku pracy funkcjonuje pokolenie, które nie tylko jest głodne sukcesu, ale ten głód ma w DNA swojej rodziny. Jednocześnie jest to naród niesamowicie pragmatyczny. No i jest ich bardzo dużo. A jeśli dołożymy to tego, że dużo pracują, a wręcz oficjalnie wymagają reguły 996, czyli pracy od dziewiątej rano do dziewiątej wieczorem przez sześć dni w tygodniu, to mamy 700 mln ludzi głodnych sukcesu, gotowych pracować ponad siły.

Jak ich rynek wpłynie na nas?

Chiny nie stosują taktyki agresji, wchodzą na nowe rynki bardzo miękko (tzw. soft power). Wyobraźcie sobie, że przyzwyczajeni do swojego rynku Chińczycy masowo podróżują. Już dzisiaj nie muszą we Francji czy w Barcelonie wychodzić ze swojego systemu płatności (płacą tam WeChatPay). Dzisiaj rocznie 150 mln Chińczyków wyjeżdża na wakacje za granicę. Ta liczba powiększa się średnio rocznie o 20 mln.

Polska na pewno nie jest dla Chińczyków rynkiem zbytu. Może źródłem pomysłów czy innowacji, które można kupić. Tym, co stanowi o naszej atrakcyjności, jest położenie, dzięki któremu mamy taką barwną historię, no i jesteśmy tacy, jacy jesteśmy. Możemy być jednak ważnym punktem na drodze nowego (ekonomicznego) jedwabnego szlaku.

To, co nas łączy z Chińczykami, to dystans do obcych – dla mieszkańców Państwa Środka zaufanie jest bardzo ważną wartością, ale trzeba sobie na nie zasłużyć. Na pewno nie zostaniemy obdarzeni nim od pierwszego spotkania. Ale  właściwie to jesteśmy tacy sami, tyle tylko, że oni trochę lepiej od nas liczą pieniądze. Warto o tym pamiętać.

Na zakończenie powrócę do Bogdana Góralczyka, który pisze: „Po raz pierwszy od końca XVIII stulecia wyłania się realna możliwość, że najsilniejszą gospodarką świata będzie dysponować państwo, w którym nie mówi się po angielsku, nie będzie ono przywiązane do demokracji, a nawet nie będzie częścią Zachodu. Oczywiście nie musi się tak stać, nie ma żadnego determinizmu, ale wszystkie dotychczasowe procesy, zjawiska i dane zdają się potwierdzać: Chiny, a za nimi Indie, wracają na pozycje liderów, zajmowane kiedyś przed wiekami. To dlatego trzeba się już teraz nimi bardziej niż poprzednio interesować, zdecydowanie lepiej je znać, jak też traktować jako ważny punkt odniesienia. Czy nam się to podoba, czy nie, trzeba – i to coraz umiejętniej – potrafić z Chinami żyć, bo zaczynają być wszechobecne i mieć wpływ na dzieje świata, a nie tylko własne (…)”.

Jeśli zaciekawił Cię temat Chin, gorąco polecam trzy źródła wiedzy:

  • fantastyczną książkę Bogdana Góralczyka „Renesans Chin”
  • 996 – podcast o technologicznym biznesie w Chinach, szczególnie w kontekście chińsko-amerykańskich porównań
  • Digitally China – bardzo ciekawe rozmowy tworzone przez Toma Xionga i Evę Xiao, produkowane przez Jacoba Lovena. Polecam wszystkim, których interesuje szybko zmieniająca się natura innowacji technologicznych.

Tom Xiong najpewniej będzie gościem konferencji Trends Festiwal organizowanej przez Ringier Axel Springer Polska. Jest znakomitym mówcą i ma ogromną wiedzę – polecam.

Kategorie: top trends

2 thoughts on “Czego możemy się nauczyć od Chin?

  1. Bardzo ciekawe jest to, co piszesz. Moja mama była w Chinach rok temu i przeżyła szok – miała zupełnie inne wyobrażenie o tym kraju.
    Azja zawsze mnie fascynowała, może kiedyś się tam wybiorę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

ZAPISZ SIĘ NA NASZ NEWSLETTER


Wartościowy artykuł raz w tygodniu na Twoją skrzynkę.

Zero spamu. Przestaniemy być ciekawi, wypiszesz się w każdej chwili.

Oświadczam, że dane podaję dobrowolnie w celu zapisania się do newslettera, a Administrator danych – spółka AUDE sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie (02-620), ul. Puławska 118A, KRS 0000216511, REGON 015796792, NIP 5252306020 – przekazał mi informacje, o których mowa w art. 13 ust. 1 i 2 Rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (dalej jako „RODO”) – informacje te są dostępne tutaj. Wyrażam dobrowolnie i w sposób świadomy zgodę na przetwarzanie przez spółkę AUDE sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie (02-620), ul. Puławska 118A, KRS 0000216511, REGON 015796792, NIP 5252306020 moich danych osobowych w celu otrzymywania newslettera i przekazywania mi informacji o oferowanych przez nią produktach, usługach, promocjach i konkursach przez czas niezbędny do realizacji wyżej wymienionego celu, aż do cofnięcia wyrażonej zgody.

Wyrażam zgodę na otrzymywanie od spółki AUDE sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie (02-620), ul. Puławska 118A, KRS 0000216511, REGON 015796792, NIP 5252306020 informacji handlowych drogą elektroniczną na podany przeze mnie adres poczty elektronicznej zgodnie z ustawą z dnia 18 lipca 2002 r. o świadczeniu usług drogą elektroniczną (t.j. Dz. U. z 2017 r., poz. 1219 ze zm.). Wyrażam również zgodę na używanie przez spółkę AUDE sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie (02-620), ul. Puławska 118A, KRS 0000216511, REGON 015796792, NIP 5252306020 telekomunikacyjnych urządzeń końcowych i automatycznych systemów wywołujących dla celów marketingu bezpośredniego, zgodnie z ustawą z dnia 16 lipca 2004 r. - Prawo telekomunikacyjne (t.j. Dz. U. z 2017 r. poz. 1907 ze zm.). Wyrażenie zgody jest dobrowolne.

FreshMail.pl